Środa, 8 Września 2010   Mapa   E-mail
 
Start › AktualnościGdy w Jelitkowie było jeszcze molo
Aktualności:
Gdy w Jelitkowie było jeszcze molo
2010-06-25

ilustracja
[Plaża w Jelitkowie – początek XX wieku]

Jelitkowo położone między Brzeźnem a Sopotem, dwoma najstarszymi kąpieliskami Wybrzeża Gdańskiego, posiada podobne walory rekreacyjne, piękną plażę i czystą wodę zatoki. Już od połowy XIX wieku budziło zainteresowanie miłośników wypoczynku i kąpieli.

Stanisław Tarnowski, historyk literatury polskiej, który przybył nad Bałtyk latem 1881 r. we wspomnieniach przytaczał opis Sopotu, Jelitkowa i najbliższych okolic oraz pracę rybaków i ich rodzin.

[Wioska rybacka] pod wieczór cała wylegała na brzeg morza oczekując powrotu łódek z połowu; każda rodzina otaczała swoją łódkę, każdą rodzinę gromada ubogich, którym rybak coś ze swego połowu udziela (…). Kąpiele to dla ludzi spokojnych i dla średnich, uboższych kieszeni. Kobiety chodzą zawsze w tych samych perkalikowych lub wełnianych sukniach, nikt się nie stroi...

Około 1875 roku pojawili się w Jelitkowie pierwsi letnicy. Dwa lata później, dla zaspokojenia ich potrzeb udostępniona została gospoda. Pokoje wynajmowali najczęściej w domach rybackich.

Rozwój zawdzięcza Jelitkowo niemieckim zarządcom tych terenów, którzy już od 1883 r. podejmowali wysiłki w celu stworzenia w Gdańsku jednego ciągu plażowo-parkowego o długości 25 km, a obejmującego Jelitkowo (Glettkau), Brzeźno (Brösen), Westerplatte, Stogi (Heubude) czy Sobieszewo (Bohnsack). (…) Badali systematycznie miejscowe warunki klimatyczne, walory lecznicze oraz usytuowanie przestrzenne planowanego tutaj kurortu. Typowano ziemię pod przyszłą zabudowę i infrastrukturę rekreacyjną z myślą o wybudowaniu łazienek, basenów, itp.

Reinhold Kamerke, właściciel gospody i młyna, jako pierwszy założył w 1893 r. kąpielisko przeznaczone dla osób pragnących odpoczynku w miłym, nadmorskim otoczeniu. Niebawem w jego skład weszły sklep i trzy gospody przy wlocie ul. Kaplicznej, a przy obecnym moście nad Potokiem Oliwskim zespół młyński.

W źródle archiwalnym, którym jest pismo Królewskiej Wyższej Administracji Sądowej z 1900 roku, jest mowa o tym, że gmina Glettkau już wówczas słynęła z czystego, krystalicznego i nasyconego jodem powietrza, a także optymalnego dla kurortu położenia, którym była bezpośrednia bliskość ośrodka miejskiego. Dodaje się, że już 150 m od brzegu morza budować można tzw. „Luftkurorty”.

Po pierwszym kwietnia 1907 roku, kiedy to przyłączono Jelitkowo do Oliwy, zaczęto na tym obszarze inwestować, zamieniając osadę w znaczące kąpielisko. W tym czasie przy urzędzie gminy Oliwa powołano Dyrekcję ds. kąpieliska w Jelitkowie. Przyczyniła się ona do powstania zespołu kąpielowego. Istniejące dotychczas, nader prymitywne urządzenia wypoczynkowe zburzono, budując na ich miejscu Dom Zdrojowy (otwarty w 1907 r.),

Park Zdrojowy, kabiny kąpielowe oraz pierwsze niezbyt reprezentacyjne molo, będące przedłużeniem obecnej ulicy Błękitnej.

Dobijały do niego statki spacerowe zmierzające z Gdańska do Sopotu. Następnie płynące w odwrotnym kierunku. [Fotografia 9: Statki dopływające do molo w Jelitkowie]  Uroczyste otwarcie nowego kąpieliska nastąpiło 16 sierpnia 1909 roku. Z uroków plaży oraz gościnnych domów korzystali najczęściej mniej zamożni goście. Początkowo istniały dwa zespoły łazienek: damskie oraz męskie.

Ogromna większość radowała się możliwością kąpieli i przebywania na plażach. Osoby wypoczywające pochodziły głównie z Polski i Niemiec. Oprócz plaży w Jelitkowie korzystały również z sopockiego kurortu oraz innych kąpielisk.

Już w końcu XIX wieku zaczęły się ukazywać reklamowe prospekty prezentujące kąpieliska południowego wybrzeża Bałtyku. O Jelitkowie pisano: Jelitkowo, wieś nad Zatoką Gdańską między Sopotem a Brzeźnem. Nadaje się przez swoje wyśmienite miejsce do kąpieli, zdrowe położenie i ciekawą okolicę, szczególnie dla potrzebujących wypoczynku i letniej świeżości. Życie jest proste i tanie. Otoczone wspaniałymi liściastymi lasami. Pobliska Oliwa oferuje ze swoich licznych punktów obserwacyjnych widoki, które według A. v. Humboldta należą do najpiękniejszych na świecie.

Gwałtowny sztorm styczniowy z roku 1914 poczynił wiele szkód wśród budynków plażowych najbardziej znanych kąpielisk. Zdruzgotał budowle kąpieliska Westerplatte, uszkodził budynki nadbrzeżne Brzeźna i Stogów. Żywiołowi nie oparły się pomieszczenia otwarte pięć lat wcześniej w parku i na plaży Jelitkowa. Wiosną następnego roku przystąpiono do napraw i odbudowy Domu Zdrojowego.

Od 1920 r. znacznej rozbudowie poddano łazienki południowe, składające się odtąd z czterech skrzydeł kabin, natomiast północne uległy likwidacji. Molo umieszczono na osi Domu Zdrojowego, na zachód od niego, a w latach trzydziestych, korty tenisowe.

ilustracjailustracjailustracja

ilustracjailustracjailustracja
Fot. 1:  Plaża w Jelitkowie dawała wytchnienie letnikom i służyła miejscowym rybakom
Fot. 2: Dom Zdrojowy i młyn w Jelitkowie
Fot. 3: Dom Zdrojowy od strony północno-wschodniej
Fot. 4: Widok z molo na Dom Zdrojowy
Fot. 5: Statki dopływające do molo w Jelitkowie
Fot. 6: Zespoły łazienek w Jelitkowie

Kuracjusze, bez względu na narodowość, cenili sobie atmosferę i urodę kąpielisk. Często dawali temu wyraz w pismach niemieckich i polskich. Ernst Frieböse wspominał: Na wydmach, obojętnie, czy to na Stogach, w Sobieszewie, Jelitkowie czy Brzeźnie wygląda to trochę inaczej. Tu nie ma już tego mrowiącego się, hałaśliwego tłumu, nie, tutaj siedzą w słońcu pojedyncze grupki wcierając sobie wzajemnie w skórę olejek do opalania i bijąc nowe rekordy w opalaniu się. Inni zdradzają swoje gimnastyczne umiejętności i kroczą na rękach poprzez piasek. Albo wyrzucają wysoko w niebo przywiezione ze sobą gumowe piłki i koła, aby mogły potem lądować na okazale zaokrąglonym brzuchu jakiego starszego drzemiącego plażowicza.

Polski autor Mieczysław Orłowicz, zachęcony otwarciem się Rzeczypospolitej na morze pisał na początku lat dwudziestych XX wieku: Do gminy Oliwy, której terytorjum sięga aż po morze, należy nadmorskie miejsce kąpielowe Gladzikowo (Gletkau), zwane też Jelitkowem, Gielątkowem, a w niektórych książkach nawet Cielątkowem. Oddalone od Oliwy 3 km, dojazd tramwajem elektrycznym (15 minut) odchodzącym z rynku w Oliwie, lub też parowcem z Gdańska. Zakład posiada kurhaus, kilka hoteli i restauracji i kilkanaście will, a od zachodu sąsiaduje z Sopotami. Znajduje się tu galerja obrazów dość prymitywnych, malowanych przez miejscowego rybaka Kalkninga.

Pod koniec lat dwudziestych tego wieku gospodarze Jelitkowa mogli się już pochwalić dobrą infrastrukturą plaż i kąpieliska. Oferty zachęcające do korzystania z uroków tego miejsca ukazały się w pięknie wydanych prospektach.

Gdańsk – Oliwa - Jelitkowo. Uzdrowisko powietrzne i kąpielisko bałtyckie. (…) Spokojne idylliczne położenie między cudownymi lesistymi wzgórzami i brzegiem morza, zachwyca i przywiązuje do siebie nawet najbardziej wybrednego przyjaciela natury. Ze szczęśliwego połączenia leśnego oraz czystego, wolnego od pyłów powietrza morskiego, wynikają najkorzystniejsze z możliwych warunki klimatyczne, także znaczenie Oliwy jako uzdrowiska powietrznego i kąpieliska bałtyckiego. Nienaganne stosunki higieniczne, doskonały wodociąg, kanalizacja, oświetlenie elektryczne i gazowe.

ilustracjailustracjailustracja

ilustracjailustracjailustracja
Fot.7: Łazienki dla kobiet i mężczyzn
Fot. 8: Molo w Jelitkowie – początek XX wieku
Fot. 9: Promenada wiodąca z Brzeźna do Sopotu
Fot. 10: Park jelitkowski, w tle Dom Zdrojowy
Fot. 11: Conditorei i Cafe Fox w Jelitkowie
Fot. 12: Do molo w Jelitkowie cumowały również jachty

Środki kuracyjne: spacery w powietrzu bogatym w ozon wspaniałych leśnych wzgórz, zimne kąpiele morskie (miejscowość jest połączona z plażą licznymi promenadami i koleją elektryczną), wspaniała szeroka plaża z drobnoziarnistym piaskiem, obszerne wydmy, mocne fale, nowoczesne, wszelkim wymogom odpowiadające zakłady kąpielowe dla panów, pań i rodzin, kąpiele powietrzne. Stabilna temperatura, sport wiosłowy, żaglowy, hala gimnastyczna, place tenisowe, sporty zimowe.

W tamtych latach chętnie korzystał z plaż, wody i słonecznej pogody młody człowiek mieszkający we Wrzeszczu. Szczególnie polubił plażę w Brzeźnie, znajdującą się najbliżej domu rodziców.  Günter Grass, laureat nagrody Nobla w dziedzinie literatury, bo o nim mowa, opisał swoje fascynacje plażami zatoki w kilku utworach. W Psich latach tak wspominał plażę jelitkowską: Mój ojciec poprowadził nas wszystkich do Oliwy. Tam wsiedliśmy w tramwaj do Jelitkowa. Bałtyk był zamarznięty aż po mglisty horyzont. Jelitkowskie molo iskrzyło się dziwacznie oblodzone. Z tego powodu ojciec musiał wyjąć aparat fotograficzny ze skórzanego futerału, a my musieliśmy ustawić się na tle fantastycznych cukrów wokół Harrasa. Dużo czasu zajęło ojcu odpowiednie nastawienie aparatu. Sześć razy musieliśmy zastygać w bezruchu, co Harrasowi przyszło bez trudności, ponieważ od czasu, kiedy to pstrykali go fotoreporterzy, był oswojony z fotografowaniem. Jak się później okazało, z sześciu zrobionych przez mojego ojca cztery były prześwietlone: lód odbijał światło. Z Jelitkowa szło się po chrzęszczącym morzu do Brzeźna. Czarne punkciki aż po zamarznięte parowce na redzie. Dużo ludzi wybrało tę trasę.

Podobną fascynację wykazywał historyk niemiecki Heinz Voellner, którego prace dotyczące Gdańska są wysoko oceniane. Wracał do szczenięcych lat spędzonych na jelitkowskiej plaży w pełnych sentymentu wspomnieniach:

Byliśmy w Jelitkowie. Pachniało smołą i stawem. Zaraz z lewej strony znajdował się przecież wielki staw młyński, otoczony starymi topolami i wierzbami z nisko zwieszonymi gałęziami. Na wprost szło się do ogrodu zdrojowego z jego wypielęgnowanymi trawnikami, z grupami krzewów, za tym wszystkim, nieco wyżej, na wydmie, stał biały Dom Zdrojowy. Molo przed nim było (…) szczególnie bogato oflagowane. Nie mogło się ono wprawdzie, pod względem długości i szerokości, mierzyć z molo w Sopocie, ale widok na morze był ten sam. Wielki pokaz fajerwerków Sopockiego Tygodnia Sportowego było z niego widać najlepiej. Pomiędzy molo i ujściem potoku znajdowały się zakłady kąpielowe. Powyżej Domu Zdrojowego prowadziła na wydmie promenada plażowa do Sopotu i w drugą stronę, do Brzeźna. Na innej wydmie, po prawej stronie od strumienia, tkwiły niskie domy osady rybackiej.

Główną atrakcją wielkich ferii była oczywiście codzienna kąpiel i to w zakładzie kąpielowym. Około godziny dziewiątej, zanim zaczynała się inwazja gdańszczan na kąpielisko, jechaliśmy do Jelitkowa udając się niezwłocznie do kąpieliska dla panów. Z ogrodu zdrojowego wiodły dwie drogi wyłożone deskami, prowadzące przez piasek wydmowy, pierwsza do kąpieliska dla pań, druga dla panów. Cały zakład składał się z trzech oddziałów: na lewo kąpielisko dla pań, na prawo dla panów, pomiędzy nimi kąpielisko rodzinne, które dostępne było zresztą z obu stron, i tylko dla gości w zamkniętych strojach kąpielowych. My, w naszych czerwonych, trójkątnych spodenkach, nie mogliśmy wejść, zresztą nie mieliśmy po co. Cały zakład stał na palach, około półtora metra powyżej plaży.

W latach trzydziestych XX wieku korzystało z plaży jelitkowskiej wielu chętnych. Kąpielisko odwiedziło w 1922 r. - 65 000 gości, w 1936 r. – 46 500 osób. Mimo konkurencji sąsiednich kąpielisk plaża w Jelitkowie miała swoich stałych bywalców. Jednym z nich był Lothar Wegner: Tutaj było inaczej niż w Sopocie: podczas, gdy tam po południu ruch na plaży był raczej niewielki, ponieważ pojawiało się wiele możliwości do zabawy, to goście uzdrowiska Jelitkowo leżeli po południu wciąż na plaży. Jelitkowo było bowiem kąpieliskiem urzędników średniego szczebla i pracowników umysłowych, a ci pragnęli spokoju. Krążyły plotki, że jakoby przestrzegano, by wysokość wałów z piasku wokół odpoczywających, ściśle odpowiadała pozycji zawodowej i społecznej głowy rodziny.

I oto jesteśmy przy małym, białym Domku Zdrojowym! W porównaniu z sopockim wspaniałym gmachem wyglądałeś jak fiołek obok róży, ale przecież i zapach fiołka ma swój urok. Ze swoimi wielkimi oknami, kolumnadą i ogrodem do picia kawy – stamtąd promieniowała twoja przytulność, która nie ma sobie równych, jaką rzadko można było znaleźć w międzynarodowym tłoku Sopotu. Koncert zdrojowy zapewniał olbrzymi aparat radiowy o dwunastu lampach, który podziwiali wszyscy goście. Dla gospodarza był on świętością. Tylko on mógł celebrować jego nastawianie.  Głośnik zdobił dach kolumnady. Zapewniał on muzykę, i jak na tamte czasy była nadzwyczaj głośna i czysta.

Nieliczne ulice Jelitkowa oddychały wszędzie tym samym spokojem. Każdy dom zdawał się wołać: Wejdź, nigdzie indziej nie odpoczniesz taniej, jak tutaj! Kawa i ciasto smakowały nam w Domu Zdrojowym, jak zawsze, doskonale. Ludzie byli brązowi, w dobrym humorze. Wielu gości dobrze się znało. Psy i wózki z dziećmi stały na drodze, na przemian podnosząc krzyk i szczekanie, co nikomu jednak nie przeszkadzało.

Jelitkowo było również jedną z ważnych przystani, gdzie zatrzymywały się statki wycieczkowe obsługiwane przez towarzystwa przewozowe. Cumowały one przy molo, pozwalając gościom na zwiedzanie miejscowości, zabierając chętnych pragnących odwiedzić Sopot czy Hel. Popularne były krótkie wycieczki statkiem po morzu i porcie, na trasie: Gdańsk (spod Zielonej Bramy) – Westerplatte – Brzeźno – Jelitkowo – Sopot, parowcami pasażerskimi „Vineta”, „Zoppot”, „Hecht”, „Gazelle”, „Phönix”. Również Gdańskie Towarzystwo Akcyjne Wycieczek i Kąpieli Morskich „Wisła” gwarantowało codzienne, głównie w sezonie,  połączenia pomiędzy kąpieliskami Zatoki Gdańskiej: Westerplatte – Brzeźno – Jelitkowo – Sopot - Hel.

Działania zbrojne podczas drugiej wojny światowej tylko w niewielkim stopniu dotknęły Jelitkowo. Zniszczeniu uległo jedynie molo i łazienki. Budynki ulokowane wzdłuż Potoku Oliwskiego, gospody oraz zespół młyna, ze względu na zaniedbania i brak remontów uległy zniszczeniu już po wojnie. Teren po oczyszczeniu z gruzu włączono do Parku Zdrojowego. To samo spotkało korty tenisowe, będące ozdobą osady począwszy od lat trzydziestych XX wieku. Dom Zdrojowy, powstały w tym samym czasie co park, w okresie powojennym eksploatowany rabunkowo, nieremontowany i systematycznie dewastowany, ulegał niszczeniu. Trawiło go kilka pożarów. Wynajmowano go na restaurację oraz mieszkania komunalne. Układ wnętrza całkowicie zmieniono. Zachowały się jedynie dachy w parterowej, południowej części oraz nieliczne detale zewnętrzne.

Plaża w Jelitkowie to najbardziej znane miejsce kąpieli zimowych mieszkańców Gdańska. Zimne kąpiele zalecał już na początku XIX wieku Jan Jerzy Haffner, lekarz przybyły do Gdańska wraz z wojskami napoleońskimi. On to zapoczątkował swoistą modę na kąpiele morskie, tworząc pierwsze łazienki do takich kąpieli w Brzeźnie, a następnie w Sopocie.

W okresie Wolnego Miasta Gdańska kąpano się w czasie zimowych miesięcy sporadycznie. Po wojnie przebywanie na plaży w miejscach niedozwolonych groziło poważnymi konsekwencjami. Idea grupowych, chłodnych kąpieli nie mogła się więc urzeczywistnić. Pierwsze zbiorowe kąpanie miało miejsce na przełomie 1974/1975 r. Niebawem powołano Klub Hartowania i Kąpieli Zimowych. W następnych latach klub powiększał się o nowych sympatyków, zmieniając nazwę na Gdański Klub Morsów. W 1995 r. na prezesa powołano Lecha Szymaniuka. Doprowadził on do zarejestrowania klubu 20 września 2001 r.

Klub przykłada wielką wagę propagandową do kąpieli noworocznej. Szczególną oprawę nadano spotkaniu w dniu pierwszego stycznia 2010 r. Tym razem do morsów dołączyli sympatycy dynamicznie rozwijającej się dyscypliny nordic walking. Charakteryzuje się marszami rekreacyjnymi ze specjalnie przystosowanymi kijami. Zaczęto je uprawiać w Finlandii w drugiej dekadzie XX wieku. Biorą w nich udział osoby w różnym wieku, poprawiając kondycję i ogólne samopoczucie. 

Przed wejściem morsów do wody pozdrowił ich prezydent miasta Gdańska Paweł Adamowicz, przy tej okazji nadając po raz trzeci tytuł „Super Morsa” 79 – letniemu Antoniemu Wisterowiczowi, członkowi klubu od ponad dwudziestu lat. Następnie sezon rozpoczęli sympatycy nordic walking. Kąpiącym się i widzom przygrywała Gdańska Dęta Orkiestra Noworoczna.

Wypoczynek na plażach i kąpiele w zatoce sprawiają wiele przyjemności odwiedzającym kąpieliska. Woda jest jednak żywiołem mało bezpiecznym, dlatego plaże, szczególnie odcinki najbardziej uczęszczane, są strzeżone przez wyspecjalizowane służby. W Gdańsku kieruje nimi Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji.

Do sezonu 2007 r. kąpielisko w Jelitkowie zabezpieczane było przez użytkownika prywatnego. Od tego roku odpowiedzialność za kąpiących się przejął Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji. Plaża strzeżona funkcjonowała począwszy od pierwszego lipca do trzydziestego pierwszego sierpnia na długości 100 mb. Stworzono jedno stanowisko ratownicze, gdzie przebywało siedmiu ratowników zatrudnionych w ramach umowy oraz sześciu ratowników społecznych. Interweniowali w jednym tylko przypadku zagrożenia życia, ale już poza terenem kąpieliska. Przeprowadzili również jedenaście akcji poszukiwania w wodzie zaginionych osób, które ostatecznie znalazły się na brzegu. Punkt medyczny przy stanowisku ratowniczym przyjął w całym okresie otwarcia strzeżonej plaży pięćdziesiąt siedem osób z różnorodnymi urazami. Jedna z łodzi rybackich zrzuciła sieci i zbierała je nieopodal czerwonych boi, w bliskiej odległości od kąpiących się. Powiadomiono policję wodną o zagrożeniu dla plażowiczów.

W roku następnym MOSiR zabezpieczył plażę strzeżoną w Jelitkowie ośmioma ratownikami etatowymi i dziesięcioma społecznymi. Na kąpielisku wydzielony został akwen dla grup kolonijnych oraz brodzik dla dzieci. Nie było żadnego wypadku śmiertelnego. Ratownicy uczestniczyli w dwudziestu dwóch akcjach. Dwukrotnie udzielono pomocy w wodzie, dwukrotnie na kąpielisku, cztery poza nim.

Aż dwanaście razy wzywano pomocy w celu poszukiwania osób w wodzie, które ostatecznie odnaleziono na brzegu. Sanitariusz udzielił pomocy pięćdziesięciu trzem poszkodowanym. Kąpielisko zamknięto w czasie sezonu na sześćdziesiąt cztery godziny z uwagi na niebezpieczną kąpiel (wywieszono czerwoną flagę wykluczającą przebywanie w wodzie), głównie z powodu zanieczyszczenia zatoki sinicą, wysokiej fali, silnych prądów wstecznych i wyładowań atmosferycznych.  

W sezonie letnim 2009 dwustumetrowej plaży strzegło piętnaście osób. Dołączyło do nich siedemnastu ratowników społecznych. Flagę czerwoną wywieszono tylko dwukrotnie, łącznie na cztery godziny. Przyczyną były wyładowania atmosferyczne i komunikat sanepidu o sinicach. Podjęto trzy akcje ratownicze na terenie kąpieliska i poza nim. 

W czasie sezonu kąpieliskowego udzielono na plaży pomocy medycznej sześćdziesięciu pięciu osobom, odnotowano dwanaście poszukiwań dzieci, dwie akcje poszukiwawcze na wodzie przy pomocy łodzi motorowej, a nawet wezwano policję do pijanej dziewczyny.   

Plaża w Jelitkowie stała się miejscem ciekawych imprez kulturalnych i ekspozycji rzeźb piaskowych. Tuż przed wakacjami 2008 r. prasa gdańska zapraszała na interesujące dokonanie artystyczne dokonujące się na plaży, na granicy Jelitkowa i Brzeźna. Wszystko za sprawą Andrzeja Stelmasiewicza, przedsiębiorcy i założyciela Fundacji „Wspólnota Gdańska”. Rok wcześniej zorganizował plener rzeźbiarski na plaży na Stogach, zapraszając do współpracy artystów z Ukrainy, Mongolii, USA, Belgii, Rosji i Polski. Tematem pleneru były wówczas Lwy Gdańskie. Na Drugim Międzynarodowym Plenerze Rzeźby z Piasku tematem stali się wielcy gdańszczanie. Miały powstać mierzące ponad trzy metry rzeźby Jana Heweliusza, Daniela Chodowieckiego, Lecha Wałęsy, Güntera Grassa, Filipa Clüvera, Gustawa Radde i innych. Strzegły ich dwa gdańskie lwy. 

13 lipca 2008 r. w obecności licznych widzów odbył się wernisaż kończący plener. Rzeźby zaskakiwały widzów swoją wielkością, profesjonalizmem wykonania, jak również materiałem z jakiego zostały zrobione. Tuż po zakończeniu wernisażu otworzony został w tym samym miejscu I Festiwal Sztuki Tutejszej TUTART, w zamyśle twórców będący syntezą sztuk: teatru, tańca, śpiewu, performance oraz muzyki, począwszy od klasyki poprzez rock, jazz, blues, po utwory korzeniami sięgające do etnicznych doświadczeń twórców, wywodzących się ze środowiska gdańskiego, sopockiego, gdyńskiego oraz Pomorza. Na profesjonalnej scenie prezentowany był repertuar podzielony na tematyczne tygodnie.

Tego samego dnia nastąpił również dzień otwarcia Plażowego Domu Kultury. Pod namiotami, tuż przy wspaniałych rzeźbach z piasku, odbywały się bezpłatne zajęcia artystyczne dla dzieci i młodzieży, warsztaty malarskie, literackie, taneczne, piosenkarskie, teatralne. Wraz z końcem wakacji wystawa rzeźb na plaży, zatytułowana „Wielcy Gdańszczanie”, przestała istnieć.

W kolejnym roku zaprezentowano piaskowe rzeźby przedstawiające najbardziej znane zabytki gdańskie. Oglądano je do końca lata.

Waldemar Nocny

Niniejszy artykuł jest czwartym odcinkiem cyklu opisującego historię gdańskich kąpielisk morskich, administrowanych przez MOSiR w Gdańsku. W tym roku przypada 20 rocznica przejęcia kąpielisk w administrację przez naszą jednostkę.

ilustracjaWaldemar Nocny - autor jest historykiem i pedagogiem. Opublikował kilkanaście książek dotyczących historii Gdańska i jego okolic. W latach 2002 -2005 był zastępcą prezydenta Gdańska ds. polityki społecznej. Cykl "Historia gdańskich kąpielisk" powstał na zamówienie gdańskiego MOSiR.

 
newsletter:
» Wypisz              » Zapisz
 Foto tygodnia

ilustracja
48. Bieg Westerplatte

 Najbliższe imprezy

» Streetball Gdańsk Multikino 18.09.2010

ilustracja


Partnerzy

 ilustracjailustracjailustracjailustracjailustracjailustracja


 ilustracjailustracjailustracjailustracjailustracjailustracja